Tak zwyczajnie. Trochę w pośpiechu. Domowo i rodzinnie. Z roladą i kluskami. Z pogodą w kratkę. Z odrobiną jarmarcznego blichtru. No i ze Spidermanem. Przede wszystkim jednak, bardzo radośnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 maja 2014
środa, 7 maja 2014
niedziela, 15 grudnia 2013
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Priorytety
Małe diablice od tygodnia z okładem spędzają czas u dziadków, co sprawia, że z każdym dniem coraz niecierpliwiej odliczamy chwile do zbliżającej się wieczornej rozmowy telefonicznej, podczas której Marta zdaje nam relację z całego dnia. Tym razem w czasie pogawędki w tle wyraźnie słyszymy płacz Marysi.
- Marta, a co się Marysi stało?
- Płacze.
- A dlaczego?
- Nie wiem.
Stoicki spokój naszej starszej córki rozbraja nas.
- A możesz mi ją dać do telefonu?
Szumy w słuchawce po czym płacz narasta gdy Marta zbliża się do swojej siostry.
- Marysia! Masz! Mama chce z Tobą rozmawiać.
Nagle płacz ustaje jak ręką odjął. Zapada taka cisza, że przez chwilę zastanawiamy się, czy przypadkiem nie przerwało połączenia, gdy znienacka odzywa się Marysia z wyraźną pretensją w głosie.
- Teraz nie mogę! Nie widzisz, że płaczę?!
środa, 10 lipca 2013
środa, 27 lutego 2013
Scenka.
Po tym jak jak kilka lat temu, dwuletnia wówczas Marta, podczas mojej trzydziestopięciosekundowej nieobecności w łazience zdążyła się ogolić moją nieopatrznie pozostawioną na umywalce maszynką do golenia (na szczęście bez większych konsekwencji), staram się unikać pozostawiania dzieci bez nadzoru podczas wieczornych ablucji.
Czasami jednak bywa tak, że nawet jak się człowiek cholernie stara by nie wychodzić, to jakieś licho go z tej łazienki wywołuje, zasadniczo głównie po to, by mu coś śmiesznego na necie pokazać. Swoją drogą z przerażeniem stwierdziłem, że w ostatnim czasie internet w moim domu służy głównie do rozśmieszania, nic mądrego tam od dawna znaleźć nie mogę. Nie wiem tylko czy to jeszcze internetu czy raczej już moja wina?
Przechodząc jednak do opowieści o dzieciakach pozostawionych w łazience bez opieki: Tym razem sama na miejscu została Marysia, ze stosunkowo bezpiecznym narzędziem w rękach, mianowicie - szczoteczką do zębów. Po minucie, gdy wróciłem, okazało się, że całe lustro pachnie truskawkami z tego tylko powodu, że jest całkowicie wysmarowane dziecięcą pastą do zębów. Z uśmiechem godnym hiszpańskiego inkwizytora zabrałem się za wydobywanie zeznań.
- Marysia, co tutaj się stało?
- Tutaj? - z oczami jak Kot w butach ze Shreka 2 moja młodsza córka nieśmiało wskazała upaprane lustro.
- Tak. Właśnie tutaj.
- To ja nie wiem, tata.
- Jak Marysia nie wiesz? Jak stąd wychodziłem to lustro było czyste, nie było mnie raptem kilka sekund, w łazience byłaś tylko ty, wracam a lustro jest całkiem upaćkane. Samo się nie upaćkało. Przecież tylko ty mogłaś to zrobić Marysia. Jak to się stało?
- Tata! No tylko ja tu byłam, ale ja naprawdę nie widziałam tej scenki!
wtorek, 8 stycznia 2013
Lekcja polskiego
Siostry M. w wyjątkowo dobrym humorze jak na tak późną porę, wygłupiają się w wannie. Oblewanie się wodą z kubków, robienie shake'ów z piany, mycie lalek gąbkami i "surfowanie" na deskach do pływania. Zabawy skutecznie podpowiada tata. A co jedna to głupsza. W końcu nadchodzi pora na wyjście, co wywołuje wszechobecną dezaprobatę i głośne kwilenie dziatwy (gdyby to był sitcom to pewnie doszłyby do tego jeszcze gwizdy zza kadru).
- Dziewczyny, wychodzimy.
- Nie, jeszcze nie. Jeszcze dwie minuty, tata.
- Wychodzimy, proszę was - to jedynie potęguje buczenie - Wychodzimy. Słyszycie mnie?
Wychodzimy! Proszę!
Oczywiście zero reakcji, postanawiam zatem wzmocnić nieco swój przekaz głośno artykułując poszczególne głoski:
Dziewczyny! Py-Ry-O-SZy-E!!!
Podniesiony głos powoduje chwilową konsternację, po czym obraca się starsza z sióstr M. i rzuca w moim kierunku:
- Chyba: "Ę"... Mówi się, PROSZĘ!
No i weź jej nie zastrzel!
sobota, 8 grudnia 2012
Śniegowisko
Z taką właśnie zimą jestem w stanie się dogadać. Nic to, że za oknem -10, kiedy pięknie świeci słońce a śnieg przyjemnie skrzypi pod podeszwami butów. Najwięcej radochy mają oczywiście dzieciaki, nawet jeśli śnieżna pokrywa ma raptem kilkanaście centymetrów i na dodatek nie specjalnie udaje się ulepić bałwana.
| Marysia. |
| Na spacerku. |
| Martusia. |
| Na spacerku. |
| Siostry. |
czwartek, 27 września 2012
Kalambury
Ciepłe popołudnie. Magda przegoniła nas z domu wleczemy się więc wraz z dzieciakami po okolicy. Z każdym metrem dziewczyny coraz bardziej znudzone i marudne. Na ratunek rzucam pomysł by w coś zagrać. Marysia odpowiada, że możemy ale tylko w kalambury, na co z Martą przystajemy.
Pytanie nr 1.
Kategoria: Zwięrzęta.
Które zwierzę wydaje taki odgłos: (w tym miejscu z ust Marysi wydobywa się coś przypominającego potężne, basowe chrapanie)?
No to próbujemy:
- Świnia?
- Nie.
- Prosiak?
- Nie.
- Wieprzek?
- Nie.
- No to może Dzik?
- Też nie.
- Guziec?
- Nie.
Zrezygnowani poddajemy się - W takim razie co to Marysia było za zwierzę?
- KUKUŁKA!
wtorek, 4 września 2012
Miss M.
Przeglądając dzisiaj Zapiski Kiepsko Uczesane (kto jeszcze nie zna niech kliknie i w ramach pokuty przeczyta dziesięć dowolnie wybranych postów, bo warto) przyszło mi do głowy, że trzeba odnotować na blogu pierwsze dni Marty w szkole, tym bardziej, że trzy(!) lata temu zrobiłem to z okazji jej pierwszego dnia w przedszkolu.
O ile w dniu rozpoczęcia, które przebiegło zwyczajowo (akademia, przemówienia, występy itp.) nie liczyliśmy na żadne rewelacje, tak drugiego, zżerała nas ciekawość jak to w tej szkole było. Marta jak to Marta - całe popołudnie była bardzo oszczędna w dzieleniu się z nami swoimi wrażeniami.
Język rozwiązał się jej dopiero wieczorem, podczas kąpieli, kiedy to stwierdziła, że w całej klasie tylko ona ma imię rozpoczynające się na literę "M".
Po czym zapytana z kim siedziała w ławce, swobodnie odpowiedziała, że z Marzenką...
sobota, 30 czerwca 2012
Art Naif.
Na sobotni poranek Najlepsza z Żon zaplanowała rodzinną wycieczkę do pobliskiej galerii - Szyb Wilson. Dzieciarnia, która jeszcze nigdy nie miała okazji być w prawdziwej galerii malarstwa cała podekscytowana zbliżającą się wyprawą. Tata, który już w swoim życiu kilka galerii różnego rodzaju odwiedził, do przedsięwzięcia podchodził nieco sceptycznie. Słyszał, co prawda, że powstają gdzieniegdzie jakieś interaktywne muzea, w których już nie spotyka się recytujących z pamięci informacji o każdym eksponacie, znudzonych swoją pracą, przewodników ale jako, że nie widział na własne oczy to nie wierzył.
Kiedy jednak cała rodzinka przekroczyła próg wystawy Art Naif Festiwal to dzieciarnia oniemiała z wrażenia. Tata z resztą też.
Różnorodność barw i technik, mnogość szczegółów i dbałość o detale, pomysłowość autorów i ich wizje - wszystko to zapiera dech w piersiach. Dziś mam pewność, że nie ma lepszego początku dla zaznajomienia dzieciaków z szeroko rozumianą sztuką niż sztuka naiwna. Proste, często pozbawione perspektywy i światłocienia, wyglądające jakby malowane ręką dziecka, obrazy zachwyciły nasze córy. Dziewczyny biegały od obrazu do obrazu, co chwilę pokazując sobie bądź nam jakiś szczególik.
My także bawiliśmy się świetnie, oglądając wizje autorów z różnych stron świata a czyniąc to w takim miejscu - dawnym szybie kopalni Wieczorek, w pobliżu katowickiego Janowa, gdzie powstała słynna grupa Teofila Ociepki nabraliśmy chęci na powtórne obejrzenie genialnego filmu Lecha Majewskiego - Angelus. Kto nie widział niech najpierw odwiedzi Art Naif Festwial, a później do wypożyczalni i nadrabiać zaległości!
| Marysia podziwia sztukę naiwną. |
| Jedna z sal wystawowych Galerii Szyb Wilson |
| Instalacja Przestrzeń Sterylności - Gabinet Lekarski |
| Prace zdobywcy Grand Prix 2009 - Jeana Deletre |
środa, 20 czerwca 2012
Tajemnica Miłości
Trwające Euro 2012 (nie bez przyczyny ten wpis pojawia się w dniu, w którym nie są rozgrywane spotkania turnieju) skutecznie przeszkadza mi w aktualizowaniu bloga, choć wpisów oczekujących co niemiara: o Baczyńskim i o Piątku, o Oblężeniu Pereza-Reverte, o Cormacu i o żółwiu z Dziećkowic.
Tematy na szybkie notki dostarczają za to dzieciaki. Marta załapała straszną fazę na krótkie powieści Martina Widmarka z serii Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai.
Najlepsza z Żon, Tajemnicę Miłości przywiozła w sobotni poranek. Marta natychmiast książkę przechwyciła zapewniając, że nie będzie czytać tylko poogląda (skądinąd fajne) ilustracje. Z powieścią nie rozstawała się przez cały dzień (na kocu przed domem, na stole przy obiedzie, na kanapie podczas oglądania bajek itp.) oczekując wieczoru gdy zasiądzie wraz z mamą do czytania.
Najlepsza z Żon, Tajemnicę Miłości przywiozła w sobotni poranek. Marta natychmiast książkę przechwyciła zapewniając, że nie będzie czytać tylko poogląda (skądinąd fajne) ilustracje. Z powieścią nie rozstawała się przez cały dzień (na kocu przed domem, na stole przy obiedzie, na kanapie podczas oglądania bajek itp.) oczekując wieczoru gdy zasiądzie wraz z mamą do czytania.
Tuż przed snem Magda rozpoczęła czytanie: Marta nawet nie mruga z wrażenia, cała zasłuchana, Marysia za to z każdym zdaniem ma coraz cięższe powieki a z każdą przewracaną stroną coraz cięższych oddech. Nagle, po kilkunastu minutach czytania, gdy intryga gęstnieje a my jesteśmy coraz bardziej pewni, że nasza młodsza córa już śpi i z pewnością nie śledzi akcji powieści, Marysia podnosi się z szeroko otwartymi oczami i konfidencjonalnym szeptem mówi:
- To higienistka Mary ukradła te pieniądze...
Nie byliśmy w stanie powstrzymać śmiechu.
sobota, 9 czerwca 2012
Inglisz is fan...
Marysia ogląda sobie obrazki z Angielskiego ABC, co chwile zadając pytania, które przeszkadzają mi w spokojnym delektowaniu się komentarzami znęcającymi się nad Franciszkiem Smudą po wczorajszym meczu Polaków na Euro.
- A cat.
- Aha. Jak jest po angielsku lew? - Marysia jest uparta.
- A lion.
- Tatusiu, a pies po angielsku?
- A jak myślisz Marysiu?
- Eee.. A pies? - Trudno jej odmówić logiki.
Marta tymczasem spędzi swój pierwszy tydzień bez rodziców w Ustroniu na Zielonym Przedszkolu. Trudno powiedzieć, kto bardziej przeżywa ten wyjazd Marta czy my? Ma on natomiast na pewno bardzo pozytywny wpływ na naszą młodszą córkę, która nieproszona przez nikogo sama sprząta po sobie zabawki. Pewnie się boi, że ją wyślemy tam gdzie Martę :)
| Eee... A pies? |
| Oj ciężka ta walizka, ciężka. |
wtorek, 29 maja 2012
W lodówce...
To, że dzisiaj na pytanie Marta, gdzie jesteś, zrozumiałem w odpowiedzi W lodówce, to pół biedy. Bardziej martwi mnie, że bez zastanowienia poszedłem to sprawdzić...
Najwyższa pora albo na leczenie albo na urlop.
piątek, 18 maja 2012
Zadziwiając Epimenidesa.
Zamiast spokojnie myć zęby przed przed snem, Marta ostatnio ma jakąś fazę na wygłupy polegające na fikaniu, skakaniu i ogólnym wydurnianiu się. Dzisiaj już powoli zaczęło się we mnie gotować i podniesionym głosem chciałem przywrócić ją do pionu:
- Marta! Czy możemy przynajmniej raz normalnie umyć zęby a nie zachowywać się jak jacyś kretyni?
- Kretyni?
Zreflektowałem się i trochę naciągając próbowałem ratować sytuację.
- Tak. Tacy mieszkańcy Krety...
Na co odzywa się Marysia siedząca na nocniku.
- Ale krety mieszkają pod ziemią, tata.
wtorek, 1 maja 2012
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Sześć
Odrabiam zaległości czytając na przemian zalegające numery National Geographic i wraz z Galipem wędruję po onirycznym Stambule w poszukiwaniu utraconej przeszłości. Magda wznieca rewolucję na ulicach Limy, bok w bok z Alejandro Maytą. Wieczorami, gdy już pociechy (jak ja lubię to określenie!) śpią nadganiamy Shielda (to już ostatni, siódmy sezon serialu, który bezsprzecznie zasługuje na osobny wpis) i połykamy nowe odcinki Good Wife.
Doświadczamy przy tym prawdopodobnie najdłuższej celebrowanych urodzin w historii nowożytnej Europy. Marta w Wielki Piątek skończyła sześć lat, godnie przyjmując zwyczajową porcję prezentów. W niedzielny poranek za to, wraz z Marysią biegały jak szalone w poszukiwaniu upominków od zająca. Później wizyta u babci i dziadka, urodzinowy tort (a nawet dwa!), nowa porcja prezentów i imprezy urodzinowej ciąg dalszy. A to jeszcze nie koniec! Za chwilę pojawi się szwagier, bez forfitera za to z rodzinką a wraz z nimi kolejne prezenty, upominki i atrakcje. Jeszcze tylko wróżka czy inna Elfa robiąca za wodzireja zbliżającej się imprezy dla dzieciaków i wreszcie, po nomen-omen sześciu dniach, koniec!
sobota, 17 marca 2012
Wiosna przyszła...
Rano pojechałem po Martę, która noc spędziła w przedszkolu. Nie, nie zapomniałem jej odebrać, po prostu dzieciaki przygotowują się do sześciodniowego wyjazdu i wczoraj był swoisty test zasypiania.
Później szybko zawiozłem ją na Uniwerek Dzieci, gdzie w oczekiwaniu na koniec zajęć miałem okazję w spokoju, zagłuszanym jak zwykle szczekaniem innych rodziców (jak to jest, że jak tylko dorośli ludzie wejdą w progi szkoły to zachowują się jakby byli na przerwie w liceum?), przeczytać kilka opowiadań Camilleriego o moim ulubionym komisarzu Montalbano.
Po zajęciach wróciłem do domu, tam pożegnałem teściów powracających na Mazury. Naprawiłem kostkę brukową przed domem, powiesiłem skrzynkę na listy (po 3 latach!), porąbałem pożyczoną siekierą choinkę (SIC!) na kawałki, no i zabrałem Marysię razem z Martą na rower.
Jednym słowem, dotkliwie poczułem, że wiosna przyszła.
Później szybko zawiozłem ją na Uniwerek Dzieci, gdzie w oczekiwaniu na koniec zajęć miałem okazję w spokoju, zagłuszanym jak zwykle szczekaniem innych rodziców (jak to jest, że jak tylko dorośli ludzie wejdą w progi szkoły to zachowują się jakby byli na przerwie w liceum?), przeczytać kilka opowiadań Camilleriego o moim ulubionym komisarzu Montalbano.
Po zajęciach wróciłem do domu, tam pożegnałem teściów powracających na Mazury. Naprawiłem kostkę brukową przed domem, powiesiłem skrzynkę na listy (po 3 latach!), porąbałem pożyczoną siekierą choinkę (SIC!) na kawałki, no i zabrałem Marysię razem z Martą na rower.
Jednym słowem, dotkliwie poczułem, że wiosna przyszła.
A dzieciaki rosną jak na drożdżach.
| Marta - luty 2012. |
| Marysia - luty 2012. |
| Marta |
| Marysia. |
niedziela, 7 sierpnia 2011
Drużyna Pierścienia...
Złamanie ręki Marty było dla nas doskonałym pretekstem by wypad w Beskidy odkładać do czasu zaleczenia kontuzji. No ale wreszcie, wymówki się skończyły. Sobotnia wyprawa z dzieciarnią na Skrzyczne.
Marysia dzielnie towarzyszyła nam w podróży, jedynie od czasu do czasu korzystając z dobrodziejstwa nosidełka dla dzieci.
Największą nagrodą dla dzieciaków na szczycie okazała się możliwość poznania krasuli w barwach Milki.
Marta zdobyła Medal Turysty z uroczym błędem ortograficznym - 'Shronisko Skrzyczne'
Marysia natomiast zaopiekowała się kulkowym pieskiem, karmiąc go niczego sobie kamieniami.

Na koniec dwa widoczki z Jaworzyny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)