Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2013

Terytorium

Jedziemy leniwie rozglądając się dookoła. Przy domach wieczorna krzątanina. Dwójka szczyli grzebie przy motorowerze, jeden z dłońmi całymi w smarze, co chwilę nerwowo wyciera je w szmatę. Drugi w stanowczo za dużej czapce z daszkiem zawzięcie tłumaczy coś temu pierwszemu. W oknie kobieta. Łokcie na purpurowej poduszce wywalonej na zewnątrz parapetu, tuż obok sterczących uszu wychudzonego psa. Powoli odwraca głowę śledząc nasz ruch, a chuda morda niczym przytwierdzona niewidzialnym łańcuchem robi to samo. Z naprzeciwka gwarnie nadchodzi trójka turystów w samych slipkach i śnieżnobiałych adidasach. Jeden z nich, swój zarośnięty brzuch ma dodatkowo przepasany niebieskim paskiem z malutką torebką z przodu. W przezroczystej reklamówce zielone puszki z piwem.

Mapa przepowiadała, że w kilku miejscach wartką rzekę będziemy zmuszeni pokonać w bród. Odrobinę rozczarowani przejeżdżamy po betonowej płycie starannie zabezpieczającej mieliznę. Nurt mknie dobre pięćdziesiąt centymetrów poniżej. Droga ospale zaczyna się wspinać, wijąc się przy tym z każdym metrem coraz bardziej. W jednym ze ślepych zakrętów, mijamy tak na oko dziesięcioletniego smarkacza prowadzącego na sznurze tłustą krasulę, ogonem odganiająca się od much. Po kilkunastu wirażach stromy podjazd w cieniu drzew wieńczy oślepiające światło zachodzącego słońca.

Masyw Lipowca bezwstydnie piętrzy się nad pofałdowanym jak za dotknięciem dłoni niewprawnego garncarza terytorium. Pieszo wspinamy się po kwiatowym dywanie wprost na najwyższy punkt w okolicy. W wędrówce tej towarzyszy nam kakofonia łąk: wszędobylskie bzyczenie i brzęczenie, którym w sukurs przychodzi szum wiatru. Pod nogami hałaśliwie harcują pięciocentymetrowe pasikoniki z zakończonym złowieszczym kolcem odwłokiem, a nad głową dostojnie fruwają trzmiele. Zdaje się, że wyłącznie motyle, niemo unoszą się w powietrzu.

Noc nikogo nie pytając o zgodę niespiesznie bierze w posiadanie okoliczne wzgórza.




poniedziałek, 19 sierpnia 2013

W chmurach

Połonina Caryńska, wersja W chmurach. Będzie jeszcze wersja We mgle, ale to ciut później, bardziej rodzinnie i ze stosownym opisem. Wrzucam czym prędzej, bo jak znam życie nim się spostrzegę miną wakacje i wszystko się zdezaktualizuje.



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Priorytety

Małe diablice od tygodnia z okładem spędzają czas u dziadków, co sprawia, że z każdym dniem coraz niecierpliwiej odliczamy chwile do zbliżającej się wieczornej rozmowy telefonicznej, podczas której Marta zdaje nam relację z całego dnia. Tym razem w czasie pogawędki w tle wyraźnie słyszymy płacz Marysi.

- Marta, a co się Marysi stało?
- Płacze.
- A dlaczego?
- Nie wiem.
Stoicki spokój naszej starszej córki rozbraja nas.
- A możesz mi ją dać do telefonu?
Szumy w słuchawce po czym płacz narasta gdy Marta zbliża się do swojej siostry.
- Marysia! Masz! Mama chce z Tobą rozmawiać.

Nagle płacz ustaje jak ręką odjął. Zapada taka cisza, że przez chwilę zastanawiamy się, czy przypadkiem nie przerwało połączenia, gdy znienacka odzywa się Marysia z wyraźną pretensją w głosie.
 
- Teraz nie mogę! Nie widzisz, że płaczę?!



wtorek, 8 stycznia 2013

Lekcja polskiego

Siostry M. w wyjątkowo dobrym humorze jak na tak późną porę, wygłupiają się w wannie. Oblewanie się wodą z kubków, robienie shake'ów z piany, mycie lalek gąbkami i "surfowanie" na deskach do pływania. Zabawy skutecznie podpowiada tata. A co jedna to głupsza. W końcu nadchodzi pora na wyjście, co wywołuje wszechobecną dezaprobatę i głośne kwilenie dziatwy (gdyby to był sitcom to pewnie doszłyby do tego jeszcze gwizdy zza kadru).

- Dziewczyny, wychodzimy.
- Nie, jeszcze nie. Jeszcze dwie minuty, tata.
- Wychodzimy, proszę was - to jedynie potęguje buczenie - Wychodzimy. Słyszycie mnie? 
Wychodzimy! Proszę!

Oczywiście zero reakcji, postanawiam zatem wzmocnić nieco swój przekaz głośno artykułując poszczególne głoski:

Dziewczyny! Py-Ry-O-SZy-E!!!

Podniesiony głos powoduje chwilową konsternację, po czym obraca się starsza z sióstr M. i rzuca w moim kierunku:

- Chyba: "Ę"... Mówi się, PROSZĘ!

No i weź jej nie zastrzel!

czwartek, 3 stycznia 2013

Dwa tysiące trzynasty

Od wczoraj zastanawiam się jaki by tu noworoczny wpis wrzucić? Najlepsze byłyby zdjęcia z sylwestra, nie za bardzo jednak nadają się do publikacji, nawet na blogu. Postanowiłem zatem pójść na łatwiznę i umieścić kilka zdjęć z ostatnich wakacji, a wszystkim, którzy zastanawiają się, cóż wspólnego mają one z nowym rokiem, spieszę wyjaśnić:

Po pierwsze, primo - Strumień. 
Będący symbolem boleśnie upływającego czasu. Oczywiście, dla mężczyzn nieco mniej dotkliwie, powszechnie wiadomo bowiem, że wraz z każdym nowym rokiem, Kobieta jest o rok starsza, a Mężczyzna - o rok mądrzejszy.

Po drugie, primo - Kolor Zielony.
Będący symbolem nadziei. Nadziei na to, że dwa tysiące trzynasty będzie lepszy od poprzedniego i gorszy od następnego roku.

i Po trzecie, primo ultimo - Wakacje.
Będące symbolem niczym nie skrępowanej radości, której wypada życzyć Wszystkim!

Ot! Cały dwa tysiące trzynasty w trzech, jakże wyszukanych metaforach :)

Sztuczny przełom rzeki Bile Labe - Czechy.
... w nieco szerszej perspektywie.
... i dla tych, którzy lubią pionowe kadry.