Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

Tatrzańskie



Każde z tych miejsc
trzeba zapamiętać dokładnie
kamień po kamieniu
rysę po rysie
krok po kroku
bo zdarzyć się może
każdego dnia
że wejdziesz
na drogę
w doliny
bez powrotu
…….
Aleksander Wojciechowski, Tatrzańskie

piątek, 13 grudnia 2013

Mieszkańcy.

Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.

Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.

Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.

I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.

I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.

I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.

Potem się modlą: "od nagłej śmierci...
...od wojny... głodu... odpoczywanie"
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie. 


Julian Tuwim.

sobota, 20 kwietnia 2013

Każdy z uczciwych taterników

"Każdy z uczciwych taterników nosi w sobie ideał góry niepokonanej inaczej życie nie miałoby dlań sensu. Przed każdym wyrasta niedostępna ściana w którą kiedyś należy wstąpić. Ważne jest jedno: Żyć na wysokości, Nie ugiąć się pod naporem i ciśnieniem poziomu górnego, Nigdy nie spaść w dół".

 Jalu Kurek

Poranek na Hali Rycerzowej z widokiem na Tatry, 23 marca 2013 r.

czwartek, 31 maja 2012

Pantera

Jeden z moich ulubionych Rainer Maria Rilke.

Voltaire zauważył, że z tłumaczeniem jest jak z kobietą - wierne nie jest piękne, piękne nie jest wierne. Wrzucam zatem w dwóch wersjach dla porównania. Wolę to pierwsze - Andrzeja Lama.


1.Pantera
Jardin des Plantes, Paryż

Jej wzrok znużony gonitwą wytrwałą
nie widzi nic, miganie tylko krat.
Jak gdyby przed nią tysiąc sztab istniało,
a za tysiącem sztab się kończył świat.

Jej miękki chód, wędrówka monotonna,
co wciąż zatacza najciaśniejszy krąg,
jest jak skupiony taniec wokół środka,
gdzie drzemie wola, by się wyrwać stąd.

I tylko czasem powieka odsłania
źrenice cicho. Obraz tędy wchodzi,
przebiega struną napiętego ciała
i ginie w sercu, nim się zrodził.
(Przeł. Andrzej Lam)


2.Pantera
W Jardin des Plantes, Paryż

Spojrzenia jej znużyła mijająca krata,
że już nie zatrzymują nic, mdlejące.
Czuje, jak gdyby było sztab tysiące,
a za sztabami już nie było świata.

Jej kroki giętkie jakby się łasiły
kręcąc się ciągle w tym najmniejszym kole,
tworzą jak gdyby taniec siły
wokół środka, co więzi ogłuszoną wolę.

I tylko czasem uniesie się wyżej
zasłona źrenic. – I obraz się wdziera,
idzie przez członków naprężoną ciszę –
i głębi serca się zaciera.
(Przeł. Mieczysław Jastrun)