czwartek, 27 grudnia 2012

#05 Migawki z Chin

Właściwszym byłoby nazwać ten wpis Migawki z Fabryki. Tym razem kilka zdjęć z chińskiej montowni. Kilkanaście dużych pomieszczeń, w których pracuje po kilkadziesiąt osób. Każdy odpowiada za inny cykl montażowy, od wmontowania prostego elementu, przez dokręcenie śrubki, do tzw. quality control - testu jakości montażu. W większości sal pracowały wyłącznie kobiety. Znacznie ciekawsze od samych fabryk wydawały się robotnicze osiedla zlokalizowane przy nich. Tam jednak znacznie trudniej było zrobić zdjęcie bez przeganiania. 

Jedna z linii montażowych.

Kolejny etap.


Finalny test jakości.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

No i weź tu gadaj z dzieckiem...

Błoto spod pędzącego przede mną samochodu zawala mi całą szybę tak, że nic nie widać, światła pojazdów jadących z naprzeciwka zamieniają się w oślepiające refleksy a brak płynu do spryskiwaczy podnosi poziom trudności z 'normal' na 'nightmare'. Tak oto jadę z moją starsza córą na wigilijny koncert do ogniska muzycznego.

- A ty tam grasz na czymś Marta?
- Tak. Na pianinie.
- Na pianinie? - omal nie wypuściłem kierownicy z rąk, zszokowany takim wyznaniem.
- Tak.
- Ale jakąś melodię?
- Nie tata. Tylko dźwięki.
- Jakie dźwięki?
- Różne.
- Aha. A coś przy tych dźwiękach śpiewasz?
- No pewnie, tata.
- A co?
- Nie wiem. Nie pamiętam tekstu...

niedziela, 16 grudnia 2012

wtorek, 11 grudnia 2012

Kartek szelest...

Dla wszystkich, którzy wciąż jeszcze cenią sobie popołudniowo-wieczorny szelest kartek nad brzdąkanie przycisków w czytniku e-booków (i znajdują na to czas), garść świeżych rekomendacji:

1. Julian Barnes, Arthur & George 
Koniecznie, bo to wyborna, wielowarstwowa lektura o wszystkim, co w życiu ważne. I na dodatek nie sposób się nudzić.

2. Mario Vargas Llosa, Listy do młodego pisarza
Nie daj się nabrać na notkę wydawcy i nawet jeśli kochasz prozę Llosy - odpuść sobie. Chyba, że zamierzasz w najbliższym czasie studiować literaturę.

3. Eduardo Mendoza, Prześwietny raport kapitana Dosa.
Komedia nie do końca absurdalna, szczególnie kiedy zdasz sobie sprawę, że bliżej jej do rzeczywistości niż to się na pozór wydaje.

4. Ian Rankin, Otwarte drzwi
Akcja rwie do przodu tak, że nawet nie zauważysz kiedy skończysz ją czytać. Tym bardziej, że wydawca zdecydował się na litery wielkości piłek golfowych i podwójną interlinię.

sobota, 8 grudnia 2012

Śniegowisko

Z taką właśnie zimą jestem w stanie się dogadać. Nic to, że za oknem -10, kiedy pięknie świeci słońce a śnieg przyjemnie skrzypi pod podeszwami butów. Najwięcej radochy mają oczywiście dzieciaki, nawet jeśli śnieżna pokrywa ma raptem kilkanaście centymetrów i na dodatek nie specjalnie udaje się ulepić bałwana.

Marysia.
Na spacerku.
Martusia.
Na spacerku.
Siostry.

wtorek, 4 grudnia 2012

Z cyklu Święta Polskie...

Od dwóch tygodnia Marysia przynajmniej raz dziennie prezentuje nam swój barbórkowy występ dla Pana Górnika, polegający na śpiewaniu Nasz górnik, nasz górnik, tęgi chwat... oraz na recytowaniu Nie poznasz dzisiaj śląskiej ulicy. Ochotę na to nabiera najczęściej tuż przed wieczornym pójściem do łóżka i podejrzewam, że ma to coś wspólnego z kupieniem sobie dodatkowego czasu przed znienawidzonym przez dzieci spaniem.

Wszystko to jednak przypomniało mi zeszłoroczne obchody Barbórki w przedszkolu, kiedy to dwuletnia Marysia nie do końca zdawała sobie jeszcze sprawę z istnienia takiego święta a tym bardziej z jego znaczenia na Górnym Śląsku. Zapytana wówczas, po powrocie z przedszkola czy dzisiaj wydarzyło się coś ciekawego odpowiedziała oczywiście, że nic. Postanowiliśmy zatem podstępnie zaatakować z innej strony pytając:

- A był dzisiaj jaki gość u Was w przedszkolu?
- No... Był. - Marysia wykazała zainteresowanie, więc szybko ciągnęliśmy dalej.
- A kto?

Po dłuższym namyśle pada całkowicie niespodziewana odpowiedź:

- Pan Ogórek.

Poryczeliśmy się ze śmiechu. Fakt, nie dość że brzmi podobnie to jeszcze ma kilka wspólnych liter.

niedziela, 2 grudnia 2012

Poranek nad Śnieżką

Zza horyzontem pojawiać się zaczęły pierwsze barwy nadchodzącego poranka. Koniecznie chciałem uchwycić w kadrze świt nad leżącą w oddali Śnieżką. Szczytem na który nie udało nam się rodzinnie wejść, zawsze coś stawało na przeszkodzie. 

Nie będąc do końca pewnym, nad którym fragmentem Karkonoszy pojawi się słoneczna tarcza, skorzystałem z trasy narciarskiej zapewniającej szeroki widok i możliwość szybkiego przemieszczenia się w razie potrzeby w inne miejsce. W przygotowaniach asystował mi kot, który narobił wiele strachu podczas wcześniejszych zdjęć, i którego na wszelki wypadek nie spuszczałem z oka. Od pewnego czasu bowiem, żywiłem niebezpieczne przekonanie, że kot obserwuje mnie czekając tylko na okazję, żeby zaatakować. 

O wszystkim tym jednak, zapomniałem w chwili, w której niebo zaczęło nabierać pomarańczowych barw, wydobywając powoli z ciemności zarysy karkonoskich szczytów, z delikatnie rysującą się w oddali Śnieżką. Na moment nawet kot popadł w chwilę zadumy.

W oddali szczyt Śnieżki.
Niebo nad Śnieżką.
Wschód słońca w Karkonoszach.
Fragment trasy narciarskiej prowadzącej do miejscowości Horni Misecky
Tym razem w ujęciu pionowym.