poniedziałek, 6 października 2014

Dolce far niente

Na polanę prowadziło strome podejście przez las i choć droga wiodła w cieniu, to przez gałęzie co chwilę prześwitywały ostre, słoneczne błyski. Zwyczajny las zanurzony w świetle złotego popołudnia zdawał się być magiczny do tego stopnia, że nie zdziwiłbym się gdybym nagle ujrzał tabliczkę z napisem Beware the Jabberwock i Kota z Cheshire na jednej z gałęzi. Po kilku minutach ścieżka wprowadziła mnie wąskim, zanurzonym w liściach korytarzem wprost na skąpaną w słońcu polanę. Było nieznośnie gorąco, a gzy, szczególnie te bydlęce, wyjątkowo olbrzymie, cięły na potęgę. Powoli rozejrzałem się dookoła...