niedziela, 3 stycznia 2016

Arcos de la frontera

Gdy wchodzimy w zacieniony zaułek dobrą chwilę trwa nim nasze oczy, oślepiane blaskiem pobielonych ścian zaczynają rejestrować szczegóły. Małolata z ospale kroczącym na smyczy labradorem; balansujące na granicy jarmarcznego kiczu i sztuki kontrastujące swym intensywnym kolorem z wszechobecną bielą religijne ceramiki zdobiące sąsiednie elewacje; wiszące na murach doniczki, w których kwitną kwiaty, tak chyba trochę na przekór surowej przyrodzie; uchylone drzwi prowadzące wprost do sklepiku, w którym lokalny sprzedawca głośno rozmawia z dwoma policjantami w przepoconych mundurach. Na chwilę przerywają swoją dyskusję przyglądając się nam w ciszy, jakby czekając aż wejdziemy do środka i zastanawiając się pewnie przy tym, ile z ich dyskusji byliśmy w stanie zrozumieć. Wchodząc szepczemy Buenas tardes do tej dosyć osobliwej trójki, po czym kupujemy dwie butelki wody gazowanej, koniecznie z lodówki, a dla dziewczyn lody i mrużąc oczy ponownie wychodzimy wprost w czekającą na nas na zewnątrz, ciężką od tego przeklętego upału andaluzyjską biel.








czwartek, 12 listopada 2015

Kadyks

Wskazówki zegara leniwie, jakby przeczuwając nadchodzący nieubłaganie upał, zbliżają się do godziny ósmej. Wszystkie pobliskie delikatesy wciąż pozostają zamknięte na głucho, za to w chłodnych jeszcze labiryntach ciasnych uliczek roznosi się gwar z niezliczonych knajp, restauracyjek i szynków, w których kelnerzy w swych nieco wymiętych i wysłużonych białych koszulach serwują espresso w obowiązkowym towarzystwie croissantów. Bardziej plebejskie podniebienia radują jajka sadzone na bekonie w asyście złocistych tostów i filiżanki earl grey'a. Jaskrawe mury okolicznych kamienic poprzecinane gdzieniegdzie miękkimi jeszcze cieniami palm, powielają po wielokroć echo toczących się przy tej porannej uczcie rozmów we wszystkich zapewne językach świata i gdyby tylko wsłuchać się w nie wystarczająco długo, to wciąż usłyszeć można odbijające się od tych sfatygowanych ścian odległe odgłosy Historii.