Na przełomie kwietnia i maja Polska staje się prawdziwym królestwem rzepaku. Gnając A4-ką w kierunku Wrocławia co chwilę mijam żółto-zieloną szachownicę, której intensywność barw zdaje się zaprzeczać naturze. Utkane rzepakiem wzniesienia w okolicach Góry Św. Anny, co prawda nieco mniej majestatyczne niż norweskie Lofoty, mają w sobie tą samą magnetyczną moc przyciągania. Zazwyczaj gdy docieram tam z aparatem, to po rzepaku nie ma już śladu. Tym razem jednak, widnokrąg dodatkowo przyozdobiło złote światło wschodzącego słońca.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wschód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wschód. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 maja 2014
wtorek, 12 lipca 2011
Trzy.
Nie mam ostatnio czasu kompletnie na nic, dlatego szybka wrzuta zdjęć z ostatniego wypadu gdyż z doświadczenia wiem, że im dłużej coś leżakuje na dysku tym mniejsza szansa na to, że będę miał to ochotę kiedykolwiek wrzucić na bloga.
Wyruszyliśmy w Trójkę, dokładnie o Trzeciej rano w kierunku zamku z Trzema basztami.


Okazało się, że dookoła też jest pięknie. Na dodatek na chwilę nawet pogoda nam sprzyjała.




Wyruszyliśmy w Trójkę, dokładnie o Trzeciej rano w kierunku zamku z Trzema basztami.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Epic Fail!
O 4:07, na trzynaście minut przed planowaną pobudką zdecydowanym ruchem ręki wyłączyłem budzik w telefonie. Chociaż zazwyczaj w dupie mam wstawanie o tak nieludzkiej porze, szczególnie w Niedzielę, tym razem chciałem zmierzyć się ze wschodem słońca nad zalewem w Dziećkowicach, sprawdzając w terenie nowy statywik. Lenistwo przeważyło. Po szybkim rozważeniu wszystkich za i przeciw, odwróciłem się na drugi bok i ponownie zanurzyłem się wprost w objęcia Morfeusza.
Drugie zerknięcie na zegarek - 5:07. Jak się ruszę to zdążę dojechać przed 5:40 czyli tuż przed 'show' matuli Natury. Zerknąłem przez okno. Pogoda ok.
Wskoczyłem w znoszone jeansy i polar, którego istnienie przeczy prawom fizyki. W lewą rękę złapałem torbę ze sprzętem, w prawą nowy statyw. Rytualne poszukiwanie dokumentów i kluczyków do samochodu. Biegnąc na dół niemal spadłem ze schodów. Jeszcze buty, sznurówki, drzwi i jazda. Na trasie S1 nieco mglisto, będą fajne foty. Gnam na wyścigi, światła coraz więcej czasu coraz mniej. Jeszcze pod jezioro trzeba podjechać a nie bardzo pamiętam drogę. Lewo, prawo, długo prosto. Kończy się asfalt, zaczyna się las. Znowu drzwi, sprzęt, statyw. Prawie biegiem do brzegu. Miejscówka jest ok, warunki też. Uśmiechnąłem się do siebie - zaraz się zacznie! Rozłożyłem statyw, wyjąłem aparat, zmieniłem portretówkę na szeroki kąt, dokręciłem polar. Jeszcze tylko przełącznik na 'on' i...
KURWA, KURWA, NO ŻESZ KURWA MAĆ!
Akumulator został w domu, w ładowarce.
Złożyłem statyw, odkręciłem polar, aparat ze złością schowałem do torby. Odwróciłem się i na chwilę usiadłem na brzegu. W oddali szybko przebiegły trzy sarny. Niebo jak kożuchem mleka pokryte białą mgłą, zaiskrzyło wnet szkarłatem. iPhone'm strzeliłem pożegnalną fotę. Tak tylko, pro-forma.

Drugie zerknięcie na zegarek - 5:07. Jak się ruszę to zdążę dojechać przed 5:40 czyli tuż przed 'show' matuli Natury. Zerknąłem przez okno. Pogoda ok.
Wskoczyłem w znoszone jeansy i polar, którego istnienie przeczy prawom fizyki. W lewą rękę złapałem torbę ze sprzętem, w prawą nowy statyw. Rytualne poszukiwanie dokumentów i kluczyków do samochodu. Biegnąc na dół niemal spadłem ze schodów. Jeszcze buty, sznurówki, drzwi i jazda. Na trasie S1 nieco mglisto, będą fajne foty. Gnam na wyścigi, światła coraz więcej czasu coraz mniej. Jeszcze pod jezioro trzeba podjechać a nie bardzo pamiętam drogę. Lewo, prawo, długo prosto. Kończy się asfalt, zaczyna się las. Znowu drzwi, sprzęt, statyw. Prawie biegiem do brzegu. Miejscówka jest ok, warunki też. Uśmiechnąłem się do siebie - zaraz się zacznie! Rozłożyłem statyw, wyjąłem aparat, zmieniłem portretówkę na szeroki kąt, dokręciłem polar. Jeszcze tylko przełącznik na 'on' i...
KURWA, KURWA, NO ŻESZ KURWA MAĆ!
Akumulator został w domu, w ładowarce.
Złożyłem statyw, odkręciłem polar, aparat ze złością schowałem do torby. Odwróciłem się i na chwilę usiadłem na brzegu. W oddali szybko przebiegły trzy sarny. Niebo jak kożuchem mleka pokryte białą mgłą, zaiskrzyło wnet szkarłatem. iPhone'm strzeliłem pożegnalną fotę. Tak tylko, pro-forma.
Subskrybuj:
Posty (Atom)