Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziećkowice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziećkowice. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 kwietnia 2014

Deszczowe precjoza

W tym roku nadejścia Wiosny nie obwieściły ani nagły skok temperatur, ani eksplozja kolorów, ani bukiet kwiatowych zapachów, ani nawet kichanie alergików. W tym roku Wiosna, zawstydzona nieco niewidzialną Zimą, objawia się najmocniej pod postacią krótkich, kilkuminutowych zaledwie ulew. Szczególnie upierdliwych dla kogoś, kto o piątej rano czeka nad jeziorem na ciepłe światełko wschodzącego słońca, które ostatecznie nie potrafi przebić się przez gęste obłoki. W zamian, pojęcia nie mam za jakie to przewiny, z nieba spada deszcz, przyozdabiając wszystkie rośliny w piękne choć efemeryczne klejnoty z kropel.




poniedziałek, 16 maja 2011

Poranna Wyprawa

To miał być piątkowy, w pełni kontrolowany, wieczorno-nocny wypad na zdjęcia. Perfekcyjnie zaplanowane miejsce, transport, rozpoznana optymalna lokalizacja fotografów oraz położenie słońca i pogoda.

Skończyło się jak zwykle u nas...

Sobotnim, całkowicie niekontrolowanym wyjazdem na wschód słońca. Miejsce oraz sposób transportu rozesłałem SMSem w piątek o 22:56. W sobotę o 4:12 już spóźnieni, gnaliśmy z Bartkiem A4-ką do Imielina, gdzie czekać na nas miał Piotrek. Zdążyliśmy przed pojawieniem się słońca nad zalewem w Dziećkowicach, w czym wydatnie pomogła nam urokliwa mgła z nad tafli jeziora. A później...

...później zaczęło się świetlno-mgliste widowisko z wędkarzami w tle...
...oraz na pierwszym planie.
Pojawiające się nad taflą zalewu słońce zabarwiało niebo na ogniste kolory...
...by na chwilę przygasnąć...
...a zaraz potem eksplodować!
Ostre światło zmusiło nas do przerzucenia się na chwilę na tryb "makro"...
...a także zmierzenia się z trudnymi dla fotografa warunkami.
Przed odjazdem wypatrzyliśmy jeszcze pobliskie wzgórze a na nim pola...
...i rzepak z Beskidami w tle.
Cholera, nie wiem teraz czy jest sens planować następny wyjazd kiedy te nieplanowane tak udanie wypadają?

niedziela, 17 kwietnia 2011

Epic Fail!

O 4:07, na trzynaście minut przed planowaną pobudką zdecydowanym ruchem ręki wyłączyłem budzik w telefonie. Chociaż zazwyczaj w dupie mam wstawanie o tak nieludzkiej porze, szczególnie w Niedzielę, tym razem chciałem zmierzyć się ze wschodem słońca nad zalewem w Dziećkowicach, sprawdzając w terenie nowy statywik. Lenistwo przeważyło. Po szybkim rozważeniu wszystkich za i przeciw, odwróciłem się na drugi bok i ponownie zanurzyłem się wprost w objęcia Morfeusza.

Drugie zerknięcie na zegarek - 5:07. Jak się ruszę to zdążę dojechać przed 5:40 czyli tuż przed 'show' matuli Natury. Zerknąłem przez okno. Pogoda ok.

Wskoczyłem w znoszone jeansy i polar, którego istnienie przeczy prawom fizyki. W lewą rękę złapałem torbę ze sprzętem, w prawą nowy statyw. Rytualne poszukiwanie dokumentów i kluczyków do samochodu. Biegnąc na dół niemal spadłem ze schodów. Jeszcze buty, sznurówki, drzwi i jazda. Na trasie S1 nieco mglisto, będą fajne foty. Gnam na wyścigi, światła coraz więcej czasu coraz mniej. Jeszcze pod jezioro trzeba podjechać a nie bardzo pamiętam drogę. Lewo, prawo, długo prosto. Kończy się asfalt, zaczyna się las. Znowu drzwi, sprzęt, statyw. Prawie biegiem do brzegu. Miejscówka jest ok, warunki też. Uśmiechnąłem się do siebie - zaraz się zacznie! Rozłożyłem statyw, wyjąłem aparat, zmieniłem portretówkę na szeroki kąt, dokręciłem polar. Jeszcze tylko przełącznik na 'on' i...

KURWA, KURWA, NO ŻESZ KURWA MAĆ!

Akumulator został w domu, w ładowarce.

Złożyłem statyw, odkręciłem polar, aparat ze złością schowałem do torby. Odwróciłem się i na chwilę usiadłem na brzegu. W oddali szybko przebiegły trzy sarny. Niebo jak kożuchem mleka pokryte białą mgłą, zaiskrzyło wnet szkarłatem. iPhone'm strzeliłem pożegnalną fotę. Tak tylko, pro-forma.