Na przekór wszelakim przepowiadaczom sobotni poranek zaskoczył nas blaskiem - rzadko widzianego jak do tej pory - słońca. Mimo pobudki o nieludzkiej porze (Marta o piątej trzydzieści stwierdziła, że chce oglądać Cbeebies) podjęliśmy szybką decyzję o wrzuceniu do plecaka garści pieluch, bananów oraz kurtek przeciwdeszczowych i wyruszyliśmy w kierunku Szyndzielni, którą mieliśmy już na celowniku w pierwszy majowy weekend gdy plany pokrzyżowała nam pogoda.
Brygada na miejsce dotarła w bojowych nastrojach, gotowa do drogi. Jako, że to nasz pierwszy wypad w góry w tym roku, dodatkowo z Maryśką postanowliśmy tym razem pójść na całkowita łatwiznę i na szczyt Szyndzielni dostaliśmy się kolejką, co przy marudzeniu Marty okazało się strzałem w dziesiątkę. W schronisku nie obyło się bez obowiązkowej herbaty, jak zawsze w szklance bez ucha, z cukrem w kostkach i plasterkiem cytryny - prawdziwy klasyk PRLu. No i obowiązkowej w każdym schronisku pomidorówki. Jeszcze tylko gruszka dla szkraba... ... i długo oczekiwany przez Martę rożek truskawkowy, który był jedyną przyczyną dla której Marta przebierała nogami. Ze zgrozą przekonalismy się, że trzylatek ma znacznie mniej okazji do marudzenia niż czterolatek. Przed samym wyjściem dopadł nas deszczyk. Na początku delikatny na tyle, że pozwolił nam jeszcze na pstryknięcie sobie fotek z 'dziadkowymi' ławeczkami... ... by chwilę później, już podczas zjazdu kolejką w dół pożegnać nas miarowym, niezmiennym rytmem spadających kropel.
W głośnikach cicho (choć to akurat utwór, który najlepiej brzmi na cały regulator) przygrywa Bobby Womack ze swoim, genialnym 'Across 110th Street', którego wygrzebałem na ścieżce dźwiękowej do Jackie Brown. Nieodpartą potrzebę sięgnięcia po oryginał, poczułem po przesłuchaniu nowej płyty Ani, która wzięła się za łeb z tym oraz innymi filmowymi standardami. We wszystkich aranżacjach na 'Ania Movie' bez wątpienia słychać Anię - jej charakterystyczny wokal, instrumenty i liryczną tonację. Niestety, w wielu wypadkach brakuje 'pazura', który ma oryginalny aranż. I tak jest nie tylko z energetycznym 'Across 110th...' ale też na przykład z 'Bang-Bang' (notabene, Quentin również sięgnął po ten kawałek, tym razem w Kill Billu), który w wersji Nancy Sinatry po prostu powala.
A tak swoją drogę, to szczerze znienawidziłem TVN24 po tym jak z uporem maniaka, każdą transmisję ze smoleńskiej tragedii ilustrowano w tej stacji 'Adagio for Strings'Samuela Barbera. Nie dość, że zdecydowanie nadużyli jeden z moich ulubionych utworów muzyki klasycznej, to jeszcze sprawili, że muszę sobie szukać innego kawałka na swój własny pogrzeb, a już miałem tak pięknie wszystko zaplanowane. No cóż, pozostaje mi już tylko 'Voyage to Avalon'Kenji Kawaii, nie wiem tylko czy Elżbieta Towarnicka znajdzie dla mnie czas ;) Co ciekawe, 'Adagio for...' zabrzmiało również przez chwilę podczas ceremonii otwarcia ostatniej Olimpiady w Vancouver, zaskakujące jest, że utwór ten tak świetnie wpisuje się w tak przecież odmienne okoliczności.
(Tak, tak. Towarnicka śpiewa po Polsku.)
Jak już przy tematach funeralnych jesteśmy to nie mogę oczywiście nie wspomnieć Michaela Jacksona, a konkretniej - jednego z jego najgenialniejszych utworów: 'Billie Jean'. Aranż OXY.GEN, mający już co prawda ładnych kilka lat chyba nigdy mi się nie znudzi. Te HAMMONDY mnie zabijają, szkoda tylko, że chłopaków ledwo słychać.