Wracam na chwilę do tego chłodnego kwietniowego poranka, do tych kilku godzin kiedy samotnie przemierzałem dolinę Pięciu Stawów Spiskich w poszukiwaniu intrygujących kadrów. Brnąłem przed siebie po twardym, zmrożonym śniegu zadziwiająco lekko, niemal nie zostawiając za sobą śladów. Wpatrywałem się w poszarpaną topografię mając wrażenie, że na przekór mojej wadzie, mój wzrok wyostrza się. Wyglądałem wysokich wierchów, najwyższych groni i szczytów, na które już za kilka chwil paść miały pierwsze słoneczne promienie, widziałem górskie kominy, rynny i żleby naznaczone śladami nieprzewidywalnych lawin, dostrzegałem leżące w kotlinie potężne diorytowe głazy, przyglądałem się zastygłym w śniegu śladom nart, raków i kozic. Zatraciłem się w tym pełnym detali pustkowiu, po to tylko, by w końcu zdać sobie sprawę, że nie wiem gdzie jestem. Że jestem nigdzie. Że jestem wszędzie.
niedziela, 25 maja 2014
sobota, 17 maja 2014
środa, 14 maja 2014
Tak zwyczajnie.
Tak zwyczajnie. Trochę w pośpiechu. Domowo i rodzinnie. Z roladą i kluskami. Z pogodą w kratkę. Z odrobiną jarmarcznego blichtru. No i ze Spidermanem. Przede wszystkim jednak, bardzo radośnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)