czwartek, 20 maja 2010

House MD vs Canon 5D MKII

17 Maja FOX wyemitował ostatni odcinek 6-tej serii Doktora House'a. Mimo tego, że postać odgrywana przez Hugh Laurie'go zaskarbiła sobie moją sympatię nie byłby to powód do wpisu na blogu gdyby nie fakt, że cały (słownie: CAŁY) odcinek został nakręcony lustrzanką cyfrową Canon 5D MKII przy użyciu wyłącznie obiektywów Canona z serii EF takich jak: 24-70mm f/2.8 czy też 70-200mm f/2.8. W grudniu zeszłego roku pisałem, że nadchodzi nowa epoka dla fotoamatorów, teraz widzę, że nadeszła nowa epoka również dla profesjonalistów.

Poniżej zapowiedź finałowego odcinka. (Ach, ta pierwsza sekwencja z minimalną głębią ostrości!)

niedziela, 9 maja 2010

...pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny

Na przekór wszelakim przepowiadaczom sobotni poranek zaskoczył nas blaskiem - rzadko widzianego jak do tej pory - słońca. Mimo pobudki o nieludzkiej porze (Marta o piątej trzydzieści stwierdziła, że chce oglądać Cbeebies) podjęliśmy szybką decyzję o wrzuceniu do plecaka garści pieluch, bananów oraz kurtek przeciwdeszczowych i wyruszyliśmy w kierunku Szyndzielni, którą mieliśmy już na celowniku w pierwszy majowy weekend gdy plany pokrzyżowała nam pogoda.

Brygada na miejsce dotarła w bojowych nastrojach, gotowa do drogi.

Jako, że to nasz pierwszy wypad w góry w tym roku, dodatkowo z Maryśką postanowliśmy tym razem pójść na całkowita łatwiznę i na szczyt Szyndzielni dostaliśmy się kolejką, co przy marudzeniu Marty okazało się strzałem w dziesiątkę.
W schronisku nie obyło się bez obowiązkowej herbaty, jak zawsze w szklance bez ucha, z cukrem w kostkach i plasterkiem cytryny - prawdziwy klasyk PRLu.
No i obowiązkowej w każdym schronisku pomidorówki.
Jeszcze tylko gruszka dla szkraba...
... i długo oczekiwany przez Martę rożek truskawkowy, który był jedyną przyczyną dla której Marta przebierała nogami. Ze zgrozą przekonalismy się, że trzylatek ma znacznie mniej okazji do marudzenia niż czterolatek.
Przed samym wyjściem dopadł nas deszczyk. Na początku delikatny na tyle, że pozwolił nam jeszcze na pstryknięcie sobie fotek z 'dziadkowymi' ławeczkami...
... by chwilę później, już podczas zjazdu kolejką w dół pożegnać nas miarowym, niezmiennym rytmem spadających kropel.