Smakowity zwiastun, świetna forma (powieść + ilustracje + modele do wydruku w drukarce 3d) i mam nadzieję, że równie wysoka forma literacka Jacka Dukaja...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jacek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jacek. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 marca 2015
czwartek, 13 sierpnia 2009
Lód

Z Lodem Jacka Dukaja jest jak niemal z każdą jego powieścią. Przez pierwsze siedem, osiem stron zgrzytam zębami pod naporem nowych pojęć, słów i nazwisk; Przecieram oczy z trudnością wpatrując się w prawdopodobnie najmniejszą na świecie czcionkę; Chwilami zmuszam się by powrócić do wcześniejszego akapitu aby zrozumieć sens dialogu bądź - jak to u Jacka bywa - rozbudowanego zdania. Czasami nawet odkładam Dukaja na półkę, niech poczeka na mój lepszy dzień.
Lód czekał na swój dzień siedem miesięcy. O trzy mniej niż wcześniejsze Inne Pieśni i pięć mniej niż Czarne Oceany (przy tym progresie dostrzegam pewną szansę, na przeczytanie następnej powieści zaraz po przyniesieniu z księgarni). Tym razem Dukaj na pierwszych stronach wymalował swoim piórem skutą lodem Warszawę trzeciej dekady XX w. pod rosyjskim panowaniem z całym inwentarzem rosyjskich nazw, nazwisk i słów (Bogu dzięki, że nie zdecydował się ich pisać cyrylicą bo pewnie przeszło mu to przez myśl) a głównym bohaterem powieści uczynił kontestującego arystotelowską logikę polskiego matematyka. I choć przebrnąłem dopiero przez niecałe sto pięćdziesiąt stron tej liczącej ich ponad tysiąc bukwy a Benedykt Gierosławski jest dopiero na samym początku swej podróży na Syberię to znów zgrzytam zębami.
Zgrzytam zębami z zazdrością niespełnionego grafomana, który chyli czoła przed literackim kunsztem Dukaja; Przecieram oczy ze zdumieniem wgłębiając się w misternie skonstruowany świat wielowymiarowej logiki, polityki i - nade wszystko - Lodu; Chwilami zmuszam się by powrócić do fenomenalnego akapitu w którym mister Dragan okazuje się być Nikolą Teslą. I tylko jedna rzecz w tym zakończeniu różnić się będzie od wstępu: Z pewnością nie zamierzam odkładać Dukaja na półkę przez następne kilka dni.
Zgrzytam zębami z zazdrością niespełnionego grafomana, który chyli czoła przed literackim kunsztem Dukaja; Przecieram oczy ze zdumieniem wgłębiając się w misternie skonstruowany świat wielowymiarowej logiki, polityki i - nade wszystko - Lodu; Chwilami zmuszam się by powrócić do fenomenalnego akapitu w którym mister Dragan okazuje się być Nikolą Teslą. I tylko jedna rzecz w tym zakończeniu różnić się będzie od wstępu: Z pewnością nie zamierzam odkładać Dukaja na półkę przez następne kilka dni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)