sobota, 20 kwietnia 2013

Każdy z uczciwych taterników

"Każdy z uczciwych taterników nosi w sobie ideał góry niepokonanej inaczej życie nie miałoby dlań sensu. Przed każdym wyrasta niedostępna ściana w którą kiedyś należy wstąpić. Ważne jest jedno: Żyć na wysokości, Nie ugiąć się pod naporem i ciśnieniem poziomu górnego, Nigdy nie spaść w dół".

 Jalu Kurek

Poranek na Hali Rycerzowej z widokiem na Tatry, 23 marca 2013 r.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Garść porannych rozważań nad urlopem.

Wiosenna, a właściwie powinienem raczej napisać - letnia, aura za oknem, która swym impetem stara się prześcignąć, równie gwałtowny co intensywny atak zimy, sprowokowała mnie do zastanowienia się nad urlopem. Urlopem rozumianym w sposób najpospolitszy. Urlopem rozumianym jako przerwa od pracy zawodowej. Pauza.

Wchodząc dziś rano do łazienki, wciąż jeszcze czując na końcu języka posmak przekleństw, którymi w codziennym rytuale obrzucam zawodzący bezlitośnie budzik, nim jeszcze spojrzałem w lustro, po to li tylko, by zobaczyć poranną twarz-nie-moją i nim zdążyłem sięgnąć po maszynkę do golenia, zrozumiałem, że urlop, nade wszystko, ale to absolutnie nade wszystko inne, kojarzy mi się z Niegoleniem. Z tą, w gruncie rzeczy nie trwająca długo, prostą czynnością, którą podczas urlopu ku mojej radości, i ku niezadowoleniu mojej rodziny pod przewodnictwem Najlepszej z Żon, z czystym sumieniem wykreślam ze swojego harmonogramu dnia.

I nie piszę tego jako posiadacz, jakże pożądanego przez mężczyzn, zarostu gęstego, sumiastego, na widok którego, oprzeć nie może się żadna niewiasta, nawet taka zjawiskowej urody i nieprzeciętnej inteligencji, i z którym toczyć trzeba poranne boje, bo na prawym policzku odrosnąć potrafi już podczas golenia lewego. Wręcz przeciwnie.

Piszę to jako posiadacz zarostu wyjątkowo wątłego, nad podziw nawet mizernego, który mimo tego, że zarasta mą gębę już kilkadziesiąt lat, nie zdołał jeszcze objąć w panowanie całego oblicza, ograniczając swą aktywność zaledwie do kilku - przewrotnie - niezwykle widocznych miejsc. Mówiąc wprost, piszę to jako przedstawiciel grupy tych właścicieli zarostu, który Andrzej Stasiuk z pewnością określiłby mianem zapałek powkładanych w gówno. I który niegolonemu za nic w świecie nie przydaje męskości.

Tego urlopowego Niegolenia, nie będzie w stanie docenić nikt, kto nie jest zmuszony zmagać się każdego ranka, z zarostem, który mimo tego, że ledwie jest widoczny, to nie poddaje się nie tylko elektrycznej maszynce do golenia, ale też i tej klasycznej, niezależnie od tego w ile ostrzy wyposażył ją producent. Na nic próby golenia pod włos, na nic starania by golić się 'z włosem', ni w poprzek, ni na krzyż. Zarost wymyka się spod ostrzy, drwiąc sobie z pewnością gdzieś tam w duchu z golącego się, zuchwale.

Niegolenie to ma, chwilowa, bo chwilowa, ale jednak wiktoria, nad tą niezwykle trudną do okiełznania materią. Podczas urlopu nieogolony przechadzam się samotnie ulicami (rodzina za nic w świecie się wówczas do mnie nie przyznaje), triumfująco przyglądając się swemu odbiciu w sklepowych witrynach, od czasu do czasu jedynie wzbudzając niepokój wśród ochroniarzy, którzy nerwowo reagują na widok bezdomnego. Urlopowe Niegolenie to symbol mojej niezłomnej wiary w wolność jednostki.

wtorek, 5 marca 2013

No i co z tego?

Kilka tygodni temu furorę w mediach zrobił artykuł Krzysztofa Stanowskiego (początkowo chciałem napisać "Krzyśka", ale w porę sobie przypomniałem jak wkurwia mnie wszechobecna w internecie maniera pisania imion zupełnie obcych, ale za to bardziej lub mniej powszechnie znanych ludzi w sposób sugerujący, że są naszymi najlepszymi przyjaciółmi), w którym postawił dość oczywistą tezę, że winę za zidiocenie społeczeństwa ponoszą dziennikarze serwujący nam "telewizyjną papkę z gówna" przykrywającą poważne tematy, co sprawia, że tak naprawdę nic ale to zupełnie nic o świecie nie wiemy. 

Trudno z tym założeniem polemizować, szczególnie kiedy zdarzało mi się miewać podobne odczucia. Najzabawniejszy w tym wszystkim był jednak fakt, że myśl Stanowskiego ochoczo podchwyciły także, a może nawet przede wszystkim, te media, przeciwko którym wytoczył swoje działa. A gdy już, któryś z portali swój artykuł bezmyślnie zatytułował "Założyciel Weszło przyznaje: Jestem Idiotą" to śmiałem się do rozpuku. Śmiałem się z mediów, które tą papkę z gówna nam serwują, śmiałem się ze Stanowskiego, śmiałem się z siebie i każdego, który to czyta. Zabawne wydawało mi się to podwójnie: bo przecież, kto jak kto ale ja wiem kto rządzi Izraelem!

Dopiero po czasie naszła mnie taka smutna refleksja : I co kurwa, z tego?

Co z tego, że wiem kto rządzi Izrealem?
Co z tego, że wiem kto rządzi Chinami?
Co z tego, że wiem kto rządzi Australią?
Co z tego, że potrafię wymienić pięciu aktywnych polityków amerykańskich?

No co?
Co poza tym, że mogę wystąpić w 'Jednym z Dziesięciu'?