środa, 31 lipca 2013

Resovia

W swojej podróży na kraniec świata postanowiliśmy zaczerpnąć nieco oddechu w dawnej stolicy polskiej magnaterii.


Ratusz w Rzeszowie, wybudowany w XVI w. przez Mikołaja Spytka Ligęzę, który miasto otrzymał w posagu, dzięki swojemu pierwszemu małżeństwu - z Zofią Rzeszowską. A że był to mąż niezwykle żywotny, to udało mu się jeszcze poślubić Elżbietę Kormanicką, wdowę po Adamie Rzeszowskim i Zofię Krasińską. Budynek ratusza obecną formę zawdzięcza przebudowie w latach 1897-1898 w stylu neogotyckim i neorenesansowym.


Pomnik Tadeusza Kościuszki w Rzeszowie będący repliką monumentu z 1897 roku, zniszczonego przez Niemców w roku 1940. Miłośnikom naturyzmu a także wszystkim ciekawym jakie wydarzenie związane z tym pomnikiem jest obecnie najwyżej spozycjonowane polecam wyguglowanie sobie frazy "pomnik tadeusza kościuszki w rzeszowie". Niestety ani słowa o tym, że w czasie zaborów pomnik był miejscem manifestacji polskości mieszkańców Rzeszowa, a cały rynek tonął podczas zgromadzeń w biało-czerwonych barwach.

piątek, 12 lipca 2013

Magia reklam.

Jadąc dzisiaj popołudniu z Martą samochodem natrafiłem w radio, którego nazwę litościwie pominę, na długi blok reklamowy, w którym wyemitowano, i to jedna za drugą, reklamy trzech różnych suplementów diety podnoszących sprawność seksualną mężczyzn. Zakląłem pod nosem niemo, przygotowując się do wytłumaczenia wyraźnie zaciekawionej siedmiolatce, o co chodzi z tymi wszystkim pojękiwaniami w głośnikach, zastanawiając się przy tym, kto i pod kogo, tak pięknie wyprofilował porę emisji tych spotów reklamowych, gdy z przerażeniem dotarło do mnie, że są przeznaczone przede wszystkim dla... kierowcy.

Odetchnąłem, dopiero kiedy przypomniałem sobie, że na szczęście w radio, nie potrafią jeszcze personalizować reklam.

niedziela, 7 lipca 2013

Zimowy reset głowy.

Zdaję sobie sprawę, że wrzucanie zdjęć z zimowej wyprawy, niemalże w samym środku lata, kiedy temperatura za oknem przekracza dwadzieścia pięć stopni, ociera się o sadyzm. Nie zanosi się jednak na to, by w najbliższym czasie złapała mnie wena wystarczająca na szczegółowe i udane opisanie naszego dwudniowego wypadu na Halę Rycerzową, pozostaje mi zatem jedynie, oddać głos fotografii.